poniedziałek, 11 kwietnia 2011

errata do życia...

piękny, cudowny, subtelny, rewelacyjny... Wiem, że dużo przymiotników i to przymiotników jednoznacznie nacechowanych, ale nie są one przesadą. Po obejrzeniu "Erratum" nie da się tego filmu inaczej opisać jak tylko namnażając przymiotniki, wyrażające zachwyt widza. Tak, zachwyt! Film drobiazgowy, subtelny i delikatny w pokazywaniu tych najtrudniejszych emocji - żalu, miłości, cierpienia, oczekiwania na przebaczenie, nadziei... I to właśnie ten aspekt filmu decyduje o tym, że trafia on w samo sedno wrażliwości odbiorcy. Nic tu nie jest powiedziane dosłownie, nawet ból nie jest wykrzyczany. Bohaterowie rozmawiają ze sobą tak, jakby mieli zaciśnięte przez żal i prośbę o wybaczenie gardła. Cała dosłowność jest ukryta w nich. Widz nie dowiaduje się, co stało się kilkanaście lat temu, możemy się tylko domyślać, jakie czyny położyły się na teraźniejszości bliskich sobie ludzi.

Michał trochę przez przypadek, jeśli on istnieje, wraca na moment do rodzinnej miejscowości. To ma być chwila, załatwienie interesu i natychmiastowy powrót do rodziny. Los/Bóg/fatum/przypadek - nazwijmy TO jak chcemy - decyduje jednak inaczej. Michał zostanie tak długo w tym miejscu, jak długo będzie to potrzebne, aby wyprostować swoje życie, aby napisać do niego erratę, aby naprawić błędy. Tu film jest odrobinę schematyczny i przewidywalny, ale nie chcę o tym pisać, bo film jest tak urzekający, że nie chce mu się robić krzywdy! Michał wracając do swojego ojca, chce z nim rozmawiać, czuć, że chce wykrzyczeć ból, zawiedzenie i pozostałe złe emocje, związane z relacją z ojcem. Spotykając się z przyjacielem z czasu szkoły, chce wyjaśnić, co się z nim przez czas nieobecności działo i dlaczego tak było, szuka słów: "Stary, jest dobrze, nie gniewam się, zacznijmy wszystko raz jeszcze". I... mają szansę zacząć...

Film obfitujący w symbole: woda, ogień i dźwięk pukania tworzą mistyczny, metafizyczny nastrój. Ma się wręcz pewność, że gdyby Michał wrócił do rodzinnej miejscowości dzień przed tym, kiedy powinien, albo dzień po, to wszystko to, nie mogłoby się wydarzyć. Miałam wrażenie, że Ktoś, nad tym wszystkim czuwa, że tak po prostu musi być... Czeka się na koniec z zapartym tchem i z każdą minutą przekonujemy się również, co jest w naszym życiu ważne. Może to i banalne, ale Michał udowadnia, że trzeba żyć tak, jak się myśli, a nie myśleć tak, jak się żyje. I to zakończenie! mmmmm z całą pewnością powiem: nigdy nie widziałam piękniejszego...

1 komentarz: