koniec...
szkoda...
Druga część ostatniej części Harrego - jak to powiedzieć - rozczarowała? zawiodła? zachwyciła? wzruszyła? No właśnie nie wiem. Chyba wszystko po trochu. Żeby to wypowiedzieć musiałabym napisać dwie refleksje - jedną z poziomu widza czystego, bez doświadczeń filmowych, dziecka, które podchodzi naiwnie do filmu... Wtedy było świetnie: przejrzyści bohaterowie, jasne sytuacje, walka dobra ze złem pokazana w bardzo brawurowy sposób. Wszystko mieszczące się w konwencji. No w końcu na taki film poszłam do kina, wiedząc czego mogę się spodziewać i właściwie to dostałam. Z drugiej jednak strony, jeśli miałabym ten film ocenić z pozycji widza, który coś widział już przed Harrym P. i coś czytał, to poczułabym się trochę zmieszana. Jest jednak mały niedosyt, że wszystko jest zbyt banalne, zbyt proste. Kiedy kończy się epilog - wzruszający, a jakże, ma się jednak jakiś niedosyt. Choć z drugiej właśnie strony, chyba takiego końca i takiego niedosytu się oczekuje. Chyba jednak, gdyby nie było banalnie, tendencyjnie i schematycznie, to wychodząc z kina czułabym się oszukana. No i znów zaprzeczam sama sobie. Mam jednak wrażenie, że czegoś było tam za mało, że wszystko zostało powiedziane jak krowie na rowie, a ja tak nie do końca lubię.
Niestety w tej części Hermiona nie odgrywa już tak istotnej roli, jak w pierwszej części, części siódmej (świadomie nadużywam słowa "część"). Ratuje ciągle chłopakom skórę, ale teraz to Harry wychodzi zdecydowanie na plan pierwszy. W poprzedniej części główną bohaterką, duchem sprawczym, była jednak Hermiona. Dla mnie postać rewelacyjna od początku do końca. Jej będzie mi zdecydowanie najbardziej brakowało. :((( Nawet Ron, który pomaga, ale często przez przypadek, w tej części odgrywa dość kluczową rolę, małą, ale bez jego interwencji zniszczenie horkluksa byłoby niemożliwe.
Film - o książce się nie wypowiadam - nie czytałam (przeczytam je dopiero z moim dzieckiem) - dubluje pewne rozwiązania z Władcy pierścieni - bitwa o zamek, starcie globalnych sił dobra i zła, monstrualne potwory stojące po stronie sił złych i dzieci broniące swojej szkoły. Zdaję sobie sprawę, że schemat ten jest obecny w każdej bajce magicznej, a Harry Potter, niewątpliwie wpisuje się w proppowską propozycję czytania baśni. Innym rozwiązaniem jest chwilowe funkcjonowanie Harrego między światami. Od razu na myśl przychodzi tutaj matrixowa scena uwięzienia Neo między światami. Momenty te są do siebie bliźniaczo podobne: Neo między światłami jest na stacji metra, a Harry na dworcu kolejowym Big Cross. Innym nawiązaniem m.in. do Matrixa jest swoisty mesjanizm filmu, ale może tego nie będę zdradzać przed obejrzeniem... Choć wiem, że opowiadanie zakończeń nie wszystkim przeszkadza w oglądaniu filmów. Jednak tym razem powstrzymam się od spoilerowania. Mimo wszystko - motyw mesjanistyczny jest i to bardzo wyraźny.
Kiedy Harry poznał Ginny... wątek romantyczny jest oszczędny, jednak jest... i jak się można spodziewać kończy się happy andem (no przecież jak mogło być inaczej).
Utrzymano całość w bardzo romantycznej konwencji, co dodaje filmowi sentymentalizmu i , no co tu kryć, wzrusza. Tzn. mnie wzruszyło. Przy całej tendencyjności tego filmu ja go polecam. We mnie on budzi małą dziewczynkę zauroczoną światem baśni... i nie sądziłam, że to powiem - żałuję, że to ostatnia część... Choć z drugiej strony (utrzymajmy tego posta w rozdarciu do końca) trzeba wiedzieć kiedy skończyć i jeśli Rowling miała to kiedyś zrobić, to dobrze, że zrobiła to teraz...
Uroczy, wdzięczny, zabawny, fajny...
Przygoda z Harrym dobiegła końca!
Teraz wiem jedno - kupię książkę, żeby zacząć ją jeszcze raz...
szkoda...
Druga część ostatniej części Harrego - jak to powiedzieć - rozczarowała? zawiodła? zachwyciła? wzruszyła? No właśnie nie wiem. Chyba wszystko po trochu. Żeby to wypowiedzieć musiałabym napisać dwie refleksje - jedną z poziomu widza czystego, bez doświadczeń filmowych, dziecka, które podchodzi naiwnie do filmu... Wtedy było świetnie: przejrzyści bohaterowie, jasne sytuacje, walka dobra ze złem pokazana w bardzo brawurowy sposób. Wszystko mieszczące się w konwencji. No w końcu na taki film poszłam do kina, wiedząc czego mogę się spodziewać i właściwie to dostałam. Z drugiej jednak strony, jeśli miałabym ten film ocenić z pozycji widza, który coś widział już przed Harrym P. i coś czytał, to poczułabym się trochę zmieszana. Jest jednak mały niedosyt, że wszystko jest zbyt banalne, zbyt proste. Kiedy kończy się epilog - wzruszający, a jakże, ma się jednak jakiś niedosyt. Choć z drugiej właśnie strony, chyba takiego końca i takiego niedosytu się oczekuje. Chyba jednak, gdyby nie było banalnie, tendencyjnie i schematycznie, to wychodząc z kina czułabym się oszukana. No i znów zaprzeczam sama sobie. Mam jednak wrażenie, że czegoś było tam za mało, że wszystko zostało powiedziane jak krowie na rowie, a ja tak nie do końca lubię.
Niestety w tej części Hermiona nie odgrywa już tak istotnej roli, jak w pierwszej części, części siódmej (świadomie nadużywam słowa "część"). Ratuje ciągle chłopakom skórę, ale teraz to Harry wychodzi zdecydowanie na plan pierwszy. W poprzedniej części główną bohaterką, duchem sprawczym, była jednak Hermiona. Dla mnie postać rewelacyjna od początku do końca. Jej będzie mi zdecydowanie najbardziej brakowało. :((( Nawet Ron, który pomaga, ale często przez przypadek, w tej części odgrywa dość kluczową rolę, małą, ale bez jego interwencji zniszczenie horkluksa byłoby niemożliwe.
Film - o książce się nie wypowiadam - nie czytałam (przeczytam je dopiero z moim dzieckiem) - dubluje pewne rozwiązania z Władcy pierścieni - bitwa o zamek, starcie globalnych sił dobra i zła, monstrualne potwory stojące po stronie sił złych i dzieci broniące swojej szkoły. Zdaję sobie sprawę, że schemat ten jest obecny w każdej bajce magicznej, a Harry Potter, niewątpliwie wpisuje się w proppowską propozycję czytania baśni. Innym rozwiązaniem jest chwilowe funkcjonowanie Harrego między światami. Od razu na myśl przychodzi tutaj matrixowa scena uwięzienia Neo między światami. Momenty te są do siebie bliźniaczo podobne: Neo między światłami jest na stacji metra, a Harry na dworcu kolejowym Big Cross. Innym nawiązaniem m.in. do Matrixa jest swoisty mesjanizm filmu, ale może tego nie będę zdradzać przed obejrzeniem... Choć wiem, że opowiadanie zakończeń nie wszystkim przeszkadza w oglądaniu filmów. Jednak tym razem powstrzymam się od spoilerowania. Mimo wszystko - motyw mesjanistyczny jest i to bardzo wyraźny.
Kiedy Harry poznał Ginny... wątek romantyczny jest oszczędny, jednak jest... i jak się można spodziewać kończy się happy andem (no przecież jak mogło być inaczej).
Utrzymano całość w bardzo romantycznej konwencji, co dodaje filmowi sentymentalizmu i , no co tu kryć, wzrusza. Tzn. mnie wzruszyło. Przy całej tendencyjności tego filmu ja go polecam. We mnie on budzi małą dziewczynkę zauroczoną światem baśni... i nie sądziłam, że to powiem - żałuję, że to ostatnia część... Choć z drugiej strony (utrzymajmy tego posta w rozdarciu do końca) trzeba wiedzieć kiedy skończyć i jeśli Rowling miała to kiedyś zrobić, to dobrze, że zrobiła to teraz...
Uroczy, wdzięczny, zabawny, fajny...
Przygoda z Harrym dobiegła końca!
Teraz wiem jedno - kupię książkę, żeby zacząć ją jeszcze raz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz