może to i dobrze... dobrze, że żar nie leje się z nieba, a leje się deszcz, bo mogę robić to, czego już dawno nie robiłam. Nie robiłam z takim spokojem, wyczuciem na estetykę, formę, z rozkoszą zatapiania się w cudze myśli, życia, narracje. Mogę czytać! I nie ważne, nie musi być upału - Bóg też może czasem odpocząć...
Wracając do Zagajewskiego - to jest jedyna książka, którą mam ochotę skończyć - czytanego przeze mnie jeszcze w Toruniu: wczoraj wieczorem natknęłam się na fragment o książkach i bibliotekach. Autor bardzo często porusza ten temat - czytaną przeze mnie Lekką przesadę właściwie można określić jako katalog lektur, doznań estetycznych, przeżyć, miejsc, ludzi, wspomnień, które z cała swoją mocą odcisnęły się na biografii poety.
Zagajewski - ambasador kultury polskiej na świecie, uznany poeta i eseista, który od lata czaka na Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury (pewnie nigdy jej nie dostanie, bo jego "wiersze są zbyt historyczne"), porusza się w świecie książek i książnic, pisząc o nich, zarażając pasją i interpretując ich miejsce w swoim życiu, w życiu innych, w życiu kultury uniwersalnej - śródziemnomorskiej.
Przytoczę jedną z jego refleksji o bibliotecznych książkach. Dlaczego akurat tę? Bo wypowiada ona również moje osobiste przeżycia. Przypomniała mi o książkach w szaroburym papierze, o nieczytaniu opisów przyrody, co bardzo odchudziło Reymontowskich Chłopów, czar biblioteki i sposoby na spędzanie wakacji - podróże w świat fikcji literackiej, kiedy to, czasem bez śniadania i innych posiłków, leżałam w łóżku do 14., i czytałam (dzisiejszy dzień wyglądał podobnie - pierwszy dzień dorosłych wakacji, czyli urlop). Fragment ten budzi również wiele skojarzeń ze sposobami czytania, ze sposobami na czytanie i z osobami, które czytają powieści, fantastykę, wszystko... nawet cztery książki na raz...
"Mieszkałem sześć czy osiem minut marszu od miejskiej biblioteki, byłem niezwykle pilnym czytelnikiem książek, głównie powieści, które - wszystkie - obłożone były w szaroburym papierem pakunkowym, jakby ktoś ubrał je w mundury, chcąc ujednolicić ich niedającą się ujednolicić odmienność. W domu też nie brakowało książek, wydawało mi się jednak, że wszystkie je już przeczytałem, tak jak o tym mówi Mallarme w wierszu Brise mrine ("j`ai lu les livres"). Zresztą książki domowe były zbyt domowe, zbyt swojskie. Szukałem niezależności. Biblioteka mieściła się wtedy w miejskim ratuszu. Solidna tablica na murze ratusza informowała, że tutaj zatrzymał się na jedną noc król Jan III Sobieski idąc na odsiecz Wiednia. Król, myślałem, zatrzymał się w mojej bibliotece! I dzięki temu szarobure książki miały w sobie coś nieco królewskiego. Lubiłem chodzić do biblioteki, codziennie, lub prawie codziennie. Teraz trudno mi w to uwierzyć, ale czytałem wówczas z nieprawdopodobną szybkością, omijając zwykle opisy przyrody. Z rozmów z przyjaciółmi wiem, że nie było w tym nic wyjątkowego. [...]
Uwielbiałem moment wyjścia z domu [...]. I potem moment, kiedy z nowo wypożyczonymi tomami wracałem do domu, który przestawał być więzieniem, tak jakby moja nieobecność oczyściła go. Nowo wypożyczona książka zapowiadała niezwykłe przeżycia [...]".
(Adam Zagajewski, Lekka przesada, Kraków 2011)
Wracając do Zagajewskiego - to jest jedyna książka, którą mam ochotę skończyć - czytanego przeze mnie jeszcze w Toruniu: wczoraj wieczorem natknęłam się na fragment o książkach i bibliotekach. Autor bardzo często porusza ten temat - czytaną przeze mnie Lekką przesadę właściwie można określić jako katalog lektur, doznań estetycznych, przeżyć, miejsc, ludzi, wspomnień, które z cała swoją mocą odcisnęły się na biografii poety.
Zagajewski - ambasador kultury polskiej na świecie, uznany poeta i eseista, który od lata czaka na Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury (pewnie nigdy jej nie dostanie, bo jego "wiersze są zbyt historyczne"), porusza się w świecie książek i książnic, pisząc o nich, zarażając pasją i interpretując ich miejsce w swoim życiu, w życiu innych, w życiu kultury uniwersalnej - śródziemnomorskiej.
Przytoczę jedną z jego refleksji o bibliotecznych książkach. Dlaczego akurat tę? Bo wypowiada ona również moje osobiste przeżycia. Przypomniała mi o książkach w szaroburym papierze, o nieczytaniu opisów przyrody, co bardzo odchudziło Reymontowskich Chłopów, czar biblioteki i sposoby na spędzanie wakacji - podróże w świat fikcji literackiej, kiedy to, czasem bez śniadania i innych posiłków, leżałam w łóżku do 14., i czytałam (dzisiejszy dzień wyglądał podobnie - pierwszy dzień dorosłych wakacji, czyli urlop). Fragment ten budzi również wiele skojarzeń ze sposobami czytania, ze sposobami na czytanie i z osobami, które czytają powieści, fantastykę, wszystko... nawet cztery książki na raz...
"Mieszkałem sześć czy osiem minut marszu od miejskiej biblioteki, byłem niezwykle pilnym czytelnikiem książek, głównie powieści, które - wszystkie - obłożone były w szaroburym papierem pakunkowym, jakby ktoś ubrał je w mundury, chcąc ujednolicić ich niedającą się ujednolicić odmienność. W domu też nie brakowało książek, wydawało mi się jednak, że wszystkie je już przeczytałem, tak jak o tym mówi Mallarme w wierszu Brise mrine ("j`ai lu les livres"). Zresztą książki domowe były zbyt domowe, zbyt swojskie. Szukałem niezależności. Biblioteka mieściła się wtedy w miejskim ratuszu. Solidna tablica na murze ratusza informowała, że tutaj zatrzymał się na jedną noc król Jan III Sobieski idąc na odsiecz Wiednia. Król, myślałem, zatrzymał się w mojej bibliotece! I dzięki temu szarobure książki miały w sobie coś nieco królewskiego. Lubiłem chodzić do biblioteki, codziennie, lub prawie codziennie. Teraz trudno mi w to uwierzyć, ale czytałem wówczas z nieprawdopodobną szybkością, omijając zwykle opisy przyrody. Z rozmów z przyjaciółmi wiem, że nie było w tym nic wyjątkowego. [...]
Uwielbiałem moment wyjścia z domu [...]. I potem moment, kiedy z nowo wypożyczonymi tomami wracałem do domu, który przestawał być więzieniem, tak jakby moja nieobecność oczyściła go. Nowo wypożyczona książka zapowiadała niezwykłe przeżycia [...]".
(Adam Zagajewski, Lekka przesada, Kraków 2011)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz