piątek, 17 grudnia 2010

Święta na bazarze...























I jak tu nie lubić Świąt?
W sklepach brakuje wózków na zakupy..., choinek też już braknie..., a w centrach handlowych brzmi "all i want for christmas is you". Jak mam wierzyć w to, że wszystko, co chcemy na Święta, to bliska nam osoba? Przecież potrzebujemy tej góry jedzenia, z której większość i tak wyrzucimy, bo przejeść się tego nie uda. Potrzebujemy tych wszystkich świątecznych gadżetów, bo bez nich Święta nie mają magii. A ja naiwnie myślałam, że Święta i Duch Bożego Narodzenia jest w nas. No właśnie! Już o tych Świętach nie mówimy "Boże Narodzenie", tylko po prostu - "Święta"... Szkoda... Mimo wszystko - Urbi et orbi - życzę pięknej, magicznej, wypełnionej obecnością najbliższych wieczerzy wigilijnej. Abyśmy w te Boże Narodzenie zrozumieli rzeczy ważne i docenili je. Niech te dni, przepełnione bliskością naszych ukochanych, przybliżą nas do narodzonej Dzieciny!
Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław Ojczyznę miłą,
W dobrych radach, dobrym bycie,
Wspieraj jej siłę swą siłą,
Dom nasz i majętność całą,
I wszystkie wioski z miastami!
A Słowo ciałem się stało
i mieszkało między nami.

środa, 8 grudnia 2010

mieszkam w teczce tekturowej... mole chodzą mi po głowie

Wydaje mi się, że jestem człowiekiem konstruktywnym. Czasem nawet, w przypływie euforii, wydaje mi się, że kreacjonizm rzeczywistości jest również moim udziałem, że umiem zrobić coś z niczego. Kiedy już zejdę z Olimpu szczęścia i samouwielbienia, to orientuję się, że aż tak genialna nie jestem. I co wtedy? Porzucam romantyczne wylatywnie ponad poziomy, a skupiam się na pracy u podstaw, oczywiście podstaw siebie. Nie lubię wtedy, kiedy ktoś moją robotę obraca w pył. Mieszkam w teczce tekturowej, czytam, piszę, myślę - lubię ten stan! Ostatnie dwa dni sprawiły, że mocno zderzyłam się ze światem, nie takim jak mój - konstruktywny, jasny i trochę niedostępny. Nie uważam się za kogoś, kto ma patent na rację, ale nie lubię negowania dla negowania. Ja też krytykuję, ale zawsze staram się zaproponować coś innego. Dekonstrukcja jest zawsze lepsza niż opozycja w ścisłym słowa tego znaczeniu - nie, bo nie! Ona zakłada rozkład na czynniki pierwsze stanu zastanego, ale także zbudowanie z nich nowej jakości. Nie rozumiem też, dlaczego każdy, kto ma choć trochę władzy nade mną, tak skrupulatnie to wykorzystuje i jak śpiewał, cytowany przez mnie zespół - wszyscy chcą mnie zrobić w ch****!
Dlaczego moją niezgodę na świat muszę przypłacić smutkiem i bezradnością. A może jedyny normalny w domu wariatów już nie jest normalny? To wariaci tworzą normę, a ten normalny w ich pojęciu jest odstępstwem od normy! Nie dziękuję - postoję... niech mole nadal chodzą mi po głowie... Najlepszym podsumowaniem będzie fragment mojego ukochanego Wierzyńskiego:

I znów jest tak ni w pięć, ni w dziewięć,
Wszystko się plecie trzy po trzy.
Świat jest, jak ja, dziś pomieszany
Z niebem i obaj pijaniśmy.

czwartek, 2 grudnia 2010

kolejny pierwszy raz

Jak widać pierwszych razów można mieć wiele, a ja myślałam, że wszelkie kroki przełomowe miałam już za sobą. Cóż, mylić się jest rzeczą ludzką (podobno...)! Czuję się trochę tak, jakbym puszczała promyk światła w głęboką, wszechogarniającą ciemność. I nie mam tu na myśli, togo, że moje wpisy będą kagankiem oświaty w morzu intelektualnej ciemności. Właśnie odwrotnie: przecież ja chyba nikomu nie mam nic rozsądnego do przekazania; cyfrowy świat jest taki duży, a ja taka malutka, że czuję się pyłkiem w cybernetycznej wielkiej materii. Ta druga myśl jest z jednej strony pesymistyczna, ale z drugiej daje pewne możliwości. Bo otóż: nikt nie zauważy tego, co tu robię i tego czym tu handluję (przecież to bazar), ale skoro nikt tego nie zauważy, to z czystym sumieniem mogę to robić sama dla siebie. Ja dla mojego ja.
Hmmm teraz wyszło, że mam rozbuchane ego, albo, że jestem niedowartościowana.
Chyba ani jedno, ani drugie:)! A może to będzie terapia...? Ja rozmawiające z własnym ja...? Nie... chyba jednak nie. Bo czy będę umiała być szczera bezgranicznie sama przed sobą?! Może to będzie poza...? Też chyba nie, tzn. mam nadzieję, że nie zrobię i nie napiszę tu czegoś, co będzie niezgodne ze mną...
Więc co to będzie? Spowiedź?, rozmowa serca z rozumem?, relacja?, wyżalanie się?, marudzenie?
Chyba muszę trochę poczekać z odpowiedzą na to pytanie. Sama zobaczę, co wyjdzie z tego mojego pisania i czy da się to zamknąć w jakichkolwiek kategoriach.

Myślo, mknij po łączach:)