piątek, 5 sierpnia 2011

Bale, Bale i jeszcze raz Bale...

Po siedmiu latach od premiery światowej obejrzałam "Mechanika".


Właściwie na tym mogłabym skończyć swój komentarz do tego filmu. Chociaż nie, powinnam dodać - że zrobiłam to zdecydowanie za późno!!!
Jednak wysilę się na więcej niż dwa zdania, bo film jest tego wart.

Ponury, mroczny, tajemniczy. Muzyka sprawiała, że miałam ochotę, żeby ten film się już skończył. Nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że tak się bałam. Mimo wszystko było warto!!!

Główny bohater, w którego rewelacyjnie wcielił się Bale, Trevor Reznik, pracuje w warsztacie. Ma w miarę poukładane życie. Poukładane do pewnego stopnia i do pewnego czasu, bo rzeczywistość zaczyna się gmatwać. Zbiegi okoliczności dla bohatera nie są zwykłymi zbiegami okoliczności, wyczuwa w nich spisek osób, z którymi ma styczność. Zakończenie jest zaskakujące, a film do ostatniej sceny trzyma widza w niepewności, co oglądamy - projekcje umysłu Reznika czy też obiektywną rzeczywistość.

Trevor w przeszłości zrobił coś złego, wyrzuty sumienia nie pozwalają mu zasnąć. Wydarzenie to wyparł, przeniósł do nieświadomości, ale jak to z nieświadomością bywa - zaczęła ona przebijać się do świadomości, dając bardzo mocno o sobie znać. Reznik musi sobie odpowiedzieć na pytanie kim jest? jakim jest człowiekiem? jak żyć? Po wielu drastycznych wydarzeniach i po psychodelicznych zachowaniach wybiera drogę właściwą, drogę do zbawienia - symbolicznego zbawienia i wybawienia.

Chociaż bohater czyta Idiotę Dostojewskiego, to mnie on bardziej przypomina Roskolnikowa ze Zbrodni i kary. Popełnienie zbrodni, nieumiejętność życia z wyrzutami sumienia oraz związek z prostytutką, który jest prawie żywcem skopiowany z książki, nie pozwalają na nieporównywanie filmu do arcydzieła światowej prozy. Ten film jest właściwie identycznym studium ludzkiej psychiki, co wybitna powieść Dostojewskiego. Arcydzieło!!!

Żal tylko, że Bale nie dostał za niego żadnej nagrody! Gigantyczne poświęcenie (odchudził się do wyglądu - nie chciałabym żeby to było zbyt prowokacyjne i niesmaczne, ale on tak wyglądał - więźnia z obozów koncentracyjnych) i genialne aktorstwo, a przy tym niezwykle uniwersalny problem, predestynował ten film do najwyższych nagród!!! Szkoda...

Kiedy dzisiaj w nocy obudziłam się - a jak! dokładnie o 3 - nie mogłam przestać myśleć o tym filmie. Układałam w głowie sceny, analizowałam go klatka, po klatce. Przypomniało mi się, jak w II klasie liceum czytałam pierwszy raz Dostojewskiego. Byłam wtedy chora, leżałam w łóżku. Pamiętam, że bardzo przeżywałam tę powieść, do tego stopnia, że dostawałam temperatury. Śmiałam się wtedy, oczywiście po jakimś czasie, że tę książkę trzeba odchorować - symbolicznie i realnie!!! "Mechanika" też trzeba odchorować, w takim samym sensie, jak Dostojewskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz