Jak widać pierwszych razów można mieć wiele, a ja myślałam, że wszelkie kroki przełomowe miałam już za sobą. Cóż, mylić się jest rzeczą ludzką (podobno...)! Czuję się trochę tak, jakbym puszczała promyk światła w głęboką, wszechogarniającą ciemność. I nie mam tu na myśli, togo, że moje wpisy będą kagankiem oświaty w morzu intelektualnej ciemności. Właśnie odwrotnie: przecież ja chyba nikomu nie mam nic rozsądnego do przekazania; cyfrowy świat jest taki duży, a ja taka malutka, że czuję się pyłkiem w cybernetycznej wielkiej materii. Ta druga myśl jest z jednej strony pesymistyczna, ale z drugiej daje pewne możliwości. Bo otóż: nikt nie zauważy tego, co tu robię i tego czym tu handluję (przecież to bazar), ale skoro nikt tego nie zauważy, to z czystym sumieniem mogę to robić sama dla siebie. Ja dla mojego ja.
Hmmm teraz wyszło, że mam rozbuchane ego, albo, że jestem niedowartościowana.
Chyba ani jedno, ani drugie:)! A może to będzie terapia...? Ja rozmawiające z własnym ja...? Nie... chyba jednak nie. Bo czy będę umiała być szczera bezgranicznie sama przed sobą?! Może to będzie poza...? Też chyba nie, tzn. mam nadzieję, że nie zrobię i nie napiszę tu czegoś, co będzie niezgodne ze mną...
Więc co to będzie? Spowiedź?, rozmowa serca z rozumem?, relacja?, wyżalanie się?, marudzenie?
Chyba muszę trochę poczekać z odpowiedzą na to pytanie. Sama zobaczę, co wyjdzie z tego mojego pisania i czy da się to zamknąć w jakichkolwiek kategoriach.
Myślo, mknij po łączach:)
z ogromną ciekawością będę tu zaglądać :)
OdpowiedzUsuń